Dane publiczne to nie tylko abstrakcyjne hasło, ale praktycznie wszystkie informacje o otaczającym nas świecie – dane dotyczące pogody, klimatu, infrastruktury, transportu, trzęsień ziemi, ilości uczniów w szkołach, ilości pacjentów oczekujących w kolejce do lekarza, natężenia korków na autostradzie… Można by długo wyliczać.

Właściciele danych publicznych – czyli państwa, miasta, urzędy, ministerstwa itp. – są zobowiązani do udzielania informacji publicznej każdej zainteresowanej osobie. Mogą też i coraz częściej udostępniają je w sieci po to, żeby każdy mógł swobodnie sprawdzić informacje, które go interesują, np. „jaki jest dziś poziom zanieczyszczenia powietrza w moim mieście? Czy moja okolica jest bezpieczna?”. Dzięki temu można te dane praktycznie wykorzystać i np. stworzyć aplikację, która nie tylko będzie pobierać informacje o zanieczyszczeniu powietrza, ale również na bieżąco je monitorować, przedstawiać na mapach oraz wysyłać powiadomienia np. do astmatyków, gdy normy zostaną przekroczone.

Więc co trzeba zrobić, żeby „suche dane” z instytucji stały się przydatne?

Tego typu informacje (poziom przestępczości, informacje o środowisku itp.) stanowią informację publiczną, ale w praktyce instytucje publiczne nie zawsze radzą sobie z umieszczaniem danych w internecie. Czasem robią to nawet w sposób, który praktycznie utrudnia dotarcie do danych i jakiekolwiek ich wykorzystanie (np. dane nie są aktualizowane lub są źle sformatowane pod względem technicznym). Umiejętność stworzenia dostępnego zbioru danych to też trudna sztuka, a jak łatwo się domyślić – bardzo ważna, jeśli chcemy, żeby ktokolwiek mógł z nich sensownie skorzystać.

Na świecie, aby ułatwić instytucjom publicznym tworzenie zbiorów otwartych danych, opracowano konkretne standardy, takie jak np. dokument 8 Principles of Open Government Data, który w przystępny sposób wskazuje osiem najważniejszych zasad, które muszą spełniać otwarte dane publiczne. Te zasady to m.in. kompletność (wszystkie dane publiczne muszą zostać otwarte), aktualność (dane muszą być aktualizowane na bieżąco) oraz dostępność (dane powinny być dostępne dla jak największej ilości użytkowników). Innym, zdecydowanie bardziej szczegółowym i aktualnym opracowaniem, jest rekomendacja organizacji W3C, gdzie możemy znaleźć również wytyczne dotyczące technicznych formatów udostępnianych danych. Każda instytucja publiczna powinna się z tymi dokumentami zapoznać i stworzyć sensowną i przemyślaną strategię dotyczącą wypuszczania swoich danych do sieci.

Wiedzą o tym na świecie, gdzie platformy udostępniające dane rozwijają się już od wielu lat, tak jak m.in. w Stanach, Wielkiej Brytanii, Brazylii czy Japonii i w wielu innych miejscach, które możemy znaleźć na tej mapie. Dzięki tego rodzaju platformom możemy dowiedzieć się np. ile faktur elektronicznych zostało wystawionych w Meksyku albo gdzie w Sydney są ścieżki rowerowe i jakiego są rodzaju. Źródeł danych są niezliczone ilości, na samych portalach data.gov i data.gov.uk jest odpowiednio 188,420 i 25459 zbiorów danych. Robi wrażenie?

Jak to wygląda w praktyce? Można te dane jakoś fajnie wykorzystać?

Co więc można zrobić z tymi danymi praktycznego? Nie musimy przecież po prostu wczytywać się w nudne tabele. Programiści szybko zorientowali się, że z ich umiejętności kodowania można skorzystać w praktyczny sposób i tak powstała sieć instytucji i cykl eventów Code for All, która ułatwia spotkanie tych, którzy umieją programować, z tymi, którzy mają pomysł na technologiczne rozwiązanie społecznych problemów. Code for All odbywa się w wielu krajach świata – mamy więc Code for America, Code for the Caribbean, Code for Ghana i pomiędzy nimi Koduj dla Polski. Dzięki tym spotkaniom z przedstawicielami urzędów (i otwartych danych) często powstają fantastyczne rozwiązania ułatwiające życie obywatelom. Kilka lat temu, w ramach Code for Ghana, dwóch programistów z Kenii wyciągnęło dane z lokalnego urzędu i stworzyło stronę, na której Kenijczycy mogli z łatwością sprawdzić, gdzie znajduje się ich punkt do głosowania w wyborach. Strona stała się viralem i dzięki międzynarodowemu dofinansowaniu pozwala teraz również na sprawdzenie sylwetek kandydatów oraz na wysyłanie darmowych smsów do znajomych z podziękowaniem za… życie w pokoju.

Strona GotToVote powstała w ramach projektu Code for Kenya w oparciu o opublikowane adresy punktów do głosowania w wyborach (źródło: http://gottovote.co.ke/)

Czy to temat tylko dla społeczników i aktywistów?

Nie tylko pasjonaci zajmują się kodowaniem aplikacji wykorzystujących dane publiczne – takie serwisy powstają też z inicjatyw publicznych, a dwa ciekawe przykłady pochodzą zw Wielkiej Brytanii. Czy ciekawiło Was kiedyś, czy w Waszej okolicy jest bezpiecznie? Na stronie brytyjskiej policji łatwo znaleźć odpowiedź na takie pytanie, właśnie dzięki wykorzystaniu otwartych danych. Albo czy ciekawiło Was przed podróżą, czy za dwa tygodnie nie natkniecie się na remonty dróg w zaplanowanej trasie? Anglicy mogą to sprawdzić na roadworks.org.

Brytyjska policja publikuje na swojej stronie aktualne informacje o miejscu i rodzaju popełnionych przestępstw (źródło: https://www.police.uk/city-of-london/cp/crime/)

Dostęp do otwartych danych publicznych i ich innowacyjne wykorzystanie pozwalają obywatelom lepiej zorganizować swoje codzienne życie. Ciekawym i bardzo ważnym przykładem rozwiązania, które ma niemały wpływ na jakość życia jest aplikacja amerykańskiego Czerwonego Krzyża, skąd możemy dowiedzieć się o zbliżających się do Stanów huraganach, a aplikacja mWater pozwala natomiast na monitorowanie stanu wody i jej zdatności do picia w 59 krajach. Istnieje też odpowiedź na wspomniane już pytanie o poziom zanieczyszczenia powietrza – możemy pobrać smogową aplikację m.in. dla Pekinu czy Teheranu.

Otwarte dane można wykorzystywać też w inicjatywach komercyjnych. Na stronie Trulia z mieszkaniami do wynajęcia, oprócz samej informacji o mieszkaniach pojawia się również analiza poszczególnych dzielnic pod kątem np. przestępczości w okolicy albo „społecznego profilu” sąsiadów, tak aby klientom łatwiej było podjąć decyzję odnośnie kupna konkretnego mieszkania. W przypadku komercyjnego wykorzystania otwartych danych pojawia się też pytanie, czy nie ma to swojej ciemnej strony – skoro wszyscy mają do nich równy dostęp, to czy prywatne firmy nie wykorzystują ich w inne, niecne sposoby, o których nawet nie wiemy?

Kupujesz mieszkanie w San Fransisco? Sprawdź, gdzie w okolicy znajdziesz najlepszą szkołę dla swojego dziecka (źródło: http://www.trulia.com/local-info/san-francisco-ca/#nearby/schools)

Otwarte dane nie takie różowe

Na świecie udostępniono już naprawdę wiele zbiorów danych, ale mimo to wciąż brakuje aplikacji, które by je w wykorzystywały w dobry, innowacyjny i praktyczny sposób. Podane przykłady są jednymi z najciekawszych, ale w sieci można znaleźć też wiele nieprzemyślanych rozwiązań, które pomimo dobrego początkowego pomysłu, zostały na tyle źle zaprojektowane i zaprogramowane, że nie cieszą się zainteresowaniem. Szkoda, bo z punktu widzenia użytkowników-obywateli, tego rodzaju narzędzia stają się powoli niezbędne. Często widać, że aplikacje są tworzone przez pasjonatów, którzy zwrócili uwagę na ważny problem, ale do ich wykonania nie zaangażowano projektantów i niestety przekłada się to na niskie oceny aplikacji i późniejszy brak zainteresowania użytkowników.

A jak to wygląda nad Wisłą?

W Polsce głównym centrum publicznych danych jest strona danepubliczne.gov.pl z 296 zbiorami danych. Niezależnie od platformy ogólnopolskiej, swoje dane otwierają też kolejne miasta, tak jak zrobiła to Warszawa przy wsparciu partnerów społecznych, Poznań, Gdańsk czy Wrocław, a Łódź i Kraków przygotowują się do uruchomienia takich platform w najbliższym czasie (firma Orange zaproponowała nawet bezpłatne szkolenia dla pracowników Wydziału Informatyki UMK, którzy później będą platformę z otwartymi danymi obsługiwać).

Wydaje się, że w Polsce udostępnianie danych nie jest jeszcze politycznym ani praktycznym priorytetem (chociaż platformy Gdańska czy Wrocławia robią świetne wrażenie, to wciąż wydają się być wyjątkami, które potwierdzają regułę). Istotność tego zjawiska rozumieją natomiast organizacje pozarządowe (np. Techsoup, Centrum Cyfrowe, Watchdog), które popularyzują ten temat i działają na rzecz wykorzystywania otwartych danych. Techsoup Polska, z którym mieliśmy okazję współpracować jako La Wonderlab, był liderem projektu Dane po warszawsku i konkursu na aplikacje, które mają służyć warszawiakom, wykorzystując otwarte dane publiczne, a z inicjatywy Centrum Cyfrowego powstała strona Otwarte Zabytki – „Obywatelski katalog zabytków”.

Polskie serwisy i aplikacje – na razie głównie… polityczne

Sporym sukcesem wśród polskich serwisów korzystających z otwartych danych wydaje się być Mam Prawo Wiedzieć, gdzie zbierane są informacje o osobach pełniących wybieralne funkcje publiczne. Serwis umożliwia m.in. śledzenie głosowań z wybranych obszarów polityki oraz udostępnia oświadczenia majątkowe posłów.

Ilu posłów w Sejmie VII kadencji miało wykształcenie zasadnicze zawodowe? MamPrawoWiedzieć zaspokoi Twoją ciekawość. (źródło: http://mamprawowiedziec.pl/strona/wykres?x=plec&y=wyksztalcenie_p)

Długo najpopularniejszym serwisem tego typu był Sejmometr, przekształcony jakiś czas temu w mojepanstwo.pl, gdzie możemy zobaczyć wizualizacje różnego rodzaju danych publicznych, nie jest on jednak tak funkcjonalny jak jego poprzednik. Po wejściu na stronę w pierwszej chwili nie do końca wiadomo, czym są proponowane przez serwis aplikacje, a podczas eksploracji kolejnych zakładek co i rusz napotykamy na błędy techniczne. Mam nadzieję, że twórcy w miarę szybko przywrócą serwis do życia, ponieważ jeszcze jako Sejmometr był on naprawdę dobrym informatorem o polskim życiu politycznym.

W którą stronę powinniśmy pójść?

Chociaż takie strony jak mojepanstwo.pl czy mojapolis.pl są bardzo dobrymi przykładami na wykorzystanie danych publicznych, to wydaje mi się, że dostęp do danych wciąż jest bardzo rozproszony i niewykorzystany tak, jak na to zasługuje. Na polskim rynku wciąż brakuje aplikacji, które mogłyby realnie poprawić naszą jakość życia. Polityka otwartości wspiera tego typu rozwiązania, a obywatelom pozwala na zdobycie wiedzy o funkcjonowaniu ich krajów i miast, ale też przede wszystkim po prostu ułatwia życie, jeśli możemy sprawdzić, o której odjeżdża najbliższy tramwaj, gdzie są prowadzone roboty drogowe albo jak długo będziemy stać w kolejce na najbliższej poczcie.

Aplauz należy się organizacjom pozarządowym za popularyzowanie tematu i zwracanie na niego uwagi społeczeństwa, ale to jeszcze nie wystarczy. Potrzebne jest działanie i to skuteczne – takie które połączy zarówno umiejętności programistów, którzy będą umieli te dane wykorzystać oraz projektantów UX, dzięki którym korzystanie z otwartych danych będzie dużo prostsze i przyjemniejsze niż w analogowym świecie. Wygodny dostęp do nich powinien być standardem w demokratycznym państwie.